uberwyzwolone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

odkąd z moją [biologiczną] mamunią mam kontakt via gg niemalże wyłącznie, jakoś lepiej nam się kooperuje. a więc gościnne występy II [ja - dół jak chuj, podejście typu "somebody kill me, naow."]


mamunia:
dobre studia

mamunia:
świetna praca

ban:
to kurwa za 5 lat?!

mamunia:
kasiorka

ban:
senkju wery macz za takie życiowe opcje

mamunia:
za 5 lat tez będzie dzień :)

mamunia:
a masz inne lepsze opcje?

ban:
żadnych opcji.

mamunia:
iii tam.

mamunia:
znowu słuchałaś dekadenckiej muzyki?!

no własnie. a na winampie regina spektor wymieszana z three days grace i mansonem.

do napisania ktorego zostałam wytypowana nie wiedzieć czemu ja. niechybnie nadaję się najlepiej. bo nie studiuje dziennikarstwa, w przeciwieństwie do co poniektórych. matka moja i siostra przyjechały o 16 w piątek. od razu było fajnie, bo zapomniałam portfela z domu i trzeba było wracać. potem zrobiłysmy zakupy spozywczo-kosmetyczne, i pani kasjerka znowu dziwnie na nas patrzyła i kiwała głową nad torbami z alkoholem. Zapłaciłyśmy za to wszystko tyle, że aj waj. koło sześciuset złotych chyba, za to foodfest był przedni. o drinkfeście nie wspominając [ na co mi w zamrażarce passport, skoro nie lubię whisky?] . Pierwszy wieczór był taki więcej drętwy i spokojny, Apsik skacowany i marudny, w dodatku dvd nie działało i musiałyśmy szukac alternatywnych rozrywek [które odnalazłyśmy dopiero dnia następnego za to z takim skutkiem, że okurwa.]. W sobotę rano [koło 13 jak już się ogarnęłysmy, a Apsik został Wstrętnym Podglądaczem (mojej biednej osoby)] poszłyśmy dokupić niezbędnych produktów spozywczo [cebula, olej roślinny, woda i icetea] – rozrywkowych [aparatura do baniek mydlanych i z tego miejsca chciałam goraco pozdrowić matkę boską kamińską za uprawianie prywaty w miejscu pracy]. Wróciwszy do domu zapuściłyśmy zeppów i wyległyśmy na balkon [zeby nie było, dzień biały był więc wyległyśmy w kompletnym odzieniu], gdzie bujając się do zeppów i nonszalancko sacząc drinki puszczałysmy bańki. bardzo to było fajne, szczególnie, kiedy odkryłam jak robić nieprzezroczyste, z pomoca fajek. Ulica narutowicza nigdy nie wyglądała tak ślicznie. wzbudziłyśmy nawet pewną sensację i machałysmy do ludzi, w sumie wszyscy się uśmiechali, my równiez, byłyśmy wtedy jeszcze trzeźwe. Co uległo zmianie koło godziny 20.30 kiedy to obudziłam się [zasnęłam sobie błogo po obiedzie i dokonaniu gwałtu na mojej osobie przez apsika] i odkryłam moje dwie rodzinne baby przyklejone do czaterii. Uznałam więc, ze do ich stanu nieco mi brakuje i doprawiłam się szybciutko kamikadze z całkiem niezłym efektem. kilka drinków i jedna fascynująca rozmowę przez telefon później wraz z Apsikiem, odziane w dzinsy i staniki, wyległyśmy na balkon i ponowiłysmy akcję bańki mydlane. Ze względu na porę i małą hałaśliwość z naszej strony „I’m forever blowing bubbles, pretty bubbles in the air…”, nie wzbudzałyśmy niczyich reakcji, i za bardzo nie rzucałysmy się w oczy. Jak skończyły nam się bańki [oraz straszliwie zmarzłyśmy] wróciłyśmy do środka pić. Skutkiem czego o godzinie 1 w nocy Apsik została mongolską baletnicą, ja miałam na plecach zrobionego szminka prajsonbrejka o treści „i love wroc”, a mama patrzyła na nas i pokwikiwała ze szczęścia. Niedziela była rozsądniejsza i mniej zalkoholizowana, za to z mamą niemalże zagilałyśmy Apsika na smierć a potem pobiłysmy się na balsam do ciała przez co wyglądałysmy jak uczestniczki wyjątkowo wyuzdanej orgii, co jest udokumentowane, ale pozostanie na naszych dyskach, mam nadzieję. Oraz kilka perełek na koniec:

mama: taaak! mamy cztery ogórki – po jednym na głowe i czwarty do zjedzenia!

ban: haaa! już wiem, na czym leżałam!
apsik, łypiąc: księżniczka, kurwa, na śrubokręcie.

kate
: to co robimy z tym szpinaczkiem? wyjebujemy?
apsik, kwicząc z uciechy: wyjebujemy!

ban: macie nawalone jak cyganka w kociołku.

ban, krzycząc na bajzla: zły kot! zeżarłeś cały pasztet!

ban, prawie rozebrana i dźgana w żebra przez apsika: zgwałciło mnie stado rozszalałych prosiąt! [bo apsik chrumkał mi radosnie w szyje, conie]

ban [w sytuacji opisanej powyżej]: apsik, dotknęłaś mnie czymś mokrym, śliskim i obrzydliwym. jeśli to byla twoja reka, to bardzo ci współczuję.
apsik: ale ja cię ręką jeszcze nie dotknęłam!

apsik
, gilany i doprowadzony niemalże do ostateczności: aaa1 nie! nie! przestańcie, bo się zsikam!
ban: tak, kurwa. bo niby ja tak lubię, jak mi się zsikać na cycki!

ban, oglądając zdjęcia: ale jakie ja dostałam intensywnie niebieskie oczy od tego blue curacao!

apsik, chcac udowodnić, że jest trzeźwa, wpakowała się na ścianę: niech żyje niekompetencja!

apsik: zrobiłem sobie drinka!
mama: z czym?
apsik: whisky z blue curacao!
[nie miałam odwagi nawet tego powąchac, za to apsik została po tym mongolską baletnicą tudziez "pojawiam się i znikam" oraz "jestem rusałką!"]

to pisałam ja, ban, nadal dochodzac do siebie po tym wszystkim. aczkolwiek impreza bdb, i want more.

TRENT

Brak komentarzy

apsik: bo problem jest
taki, że
apsik: o nim jest taaaak duuużo do
napisania,
apsik: a ja jestem kobietą i mam problemy
z wyborem co jest naj.
kate: hehe, no tak, bo on
jest taki seksowny i straszny.
apsik: „Cóż można
powiedzieć – jest taki seksowny i straszny…” (Julie Tores, 18 – fanka
NIN) :D
kate: o trzycalowych
gwóździach możesz sobie darować :]
apsik: Courtney.
apsik: tak
myślałam, że to nie przejdzie.

apsik: jakby napisał jak jeszcze byłyśmy to bym interweniowała
kate: jak jeszcze byłyśmy, to byłyśmy pijane <pac>

beforeparty.

1 komentarz

apsik: o jaaa ale
sie bedzie działooo!
ban: no nie wiem,
ban: zaleję się i tyle.
apsik: może przelecisz w toalecie
apsik: jakiegos
bladego,
apsik: zapuszczonego
ban: chudego, ale żylastego, z przyćpanym zielonym okiem i garbatym
nosem?
apsik: z worami pod oczami.
ban: chętnie.
ban: i wysokiego! koniecznie wysokiego!
apsik: i krzywym zebem :P
ban: no to
może niekoniecznie,
ban: zęby ma mieć w porządku.
apsik: oki, to z zebami w porządku.
apsik: i z wielkim kutasem,
apsik: żylastym. :P
ban: ale wielkim kutasem niekoniecznie,
ban: bo ja
jestem mało rozepchana.
apsik: :D
apsik: kocham Cie :d
ban: a tak, śmiej się z cudzego nieszczęścia.

love, actually.

1 komentarz

apsik: ale i tak Cię kocham.
apsik: :P
ban: nawet bez penisa?
apsik: żeby kto miał i 50 penisów to bym go nie kochała tak jak Was.

agnes: ciekawe ile w łykendzie kamikaze kosztuje <robi niewinne oczka>
kate: heheheheh
kate: ehehehehyyyy
kate: nie wiem ^^
agnes: bo piwo tam 6 kosztuje <olaboga>
kate: ajoj
agnes: zebys wiedziala, ehehe
kate: ty…
kate: a gdzie jest łykend? :X
agnes: hahahahaha
agnes: ahahahaha
agnes: !!!!!!
kate: heheheh, wiem
kate: ojezu, cicho już
agnes: hahaha
kate: hehehehehee

http://antyciacha.pinger.pl

no, z nami jeszcze nie jest tak źle, heheheh.
kate

lustereczko.

3 komentarzy
ban:
skoro to lustro takie magiczne,

ban:
to
Skold by zamieszkał u mnie w łazience, z Zupą razem.
ban: to nie byłoby takie złe.

kate:
no, ty byś nie narzekała. oni tak.

kate:
bo by jeden drugiemu miejsce zabierał.
ban: to
lustro jest za małe dla nas dwóch – powiedziałby Skold i odgryzłby Zupie
głowę.
kate: a
ciało zupy zaczęłoby biegać po kuchni jak pozbawiona głowy kura.

  • RSS