uberwyzwolone blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

bo mam nowe dziecko, conie.

młody: maaamo! ale ja cię chcę przytulić!
ban: misia se kup!

agnes: umyję sobie głowę, taki jest mój plan na dzisiaj.
apsik: ahihihi
ruda: co będziemy robić dzisiaj w nocy, Móżdżku?
apsik: to samo co robimy każdej nocy! będziemy myć głowy aż zabraknie ciepłej wody na całym świecie! i wszystkim zamarzną kuśki!

one night in pabianice vol. 3 już za nami. w sumie, od następnej edycji zmodyfikujemy chyba nazwę na wild nights in pabianice, bo z każdą jedną imprezą dzieje się więcej i głośniej. jedynie ilości alkoholu za bardzo się nie zmieniają, chociaż po tej imprezie Apsik and me uznałyśmy, że passport scotch to IDEALNY alkohol dla nas, złoty nektar i takie tam [bo wchodzi jak woda, fazuje idealnie i nie łączy się z porcelanowym ekspresem]. ban, wiadomo, pozostała przy wódzi, wzbogacając sobei wieczorki wodą marynarską, bo przecież lato już mamy i takie kolorowe drineczki są zdecydowanie na czasie.

bytowanie rozpoczęłyśmy od shoppingu trochę nietypowego, bo nabyłyśmy trzy kilo fasolki i półtora bobu [bobra!]. potem jednak przeszłyśmy do zakupów właściwych, w galerii łódzkiej, gdzie ban [nasz szturmowiec z Planety Różu] odkryła dla siebie HaEm.
w tejże galerii narodziły się Mojry stradivariusowe, gdyż w tym sklepie właśnie upolowałyśmy czarne sukienki, które to stały się naszymi wielkimi miłościami. osobiście jestem dumna z mojego dziecka, które na bikini, bluzeczki, bokserki i bransoletki wydało wtedy czterysta plnów. brawo i oby więcej takigo shoppingowania, bo było wyśmienicie.

jak [pół]przytomnie stwierdził Apsiczek, z każdy jednym wypadem mamy coraz mniej tradycyjnych rozrywek. tak też było tym razem, bo wyjebał się na internet, więc nic nie wyszło z czatowania z Markiem, 27, z Wrocławia. ale za to – znowu – miałyśmy bańki, znowu siedziałyśmy na balkonie i machałyśmy gołymi stópkami, czyniąc z siebie tym samym pożywkę dla fetyszystów. i z tym balkonem właśnie można powiązać tytuł sprawozdania. dlaczego, ktoś spyta…

a bo rzycałyśmy jajkami na ulicę i wierzcie mi, te jajka tylko do tego się nadawały. i Apsiczek, który zawsze ma wyjebane szczęście, miotnął jajem w radiowóz, przemykający sobie akurat skrzyżowaniem. nie jestem w stanie nawet przypomnieć sobie jakie miałyśmy miny wtedy, ale to były najdłuższe sekundy w zyciu. apsikowym na pewno, hyhy.

potem było już tak jak każdego pijackiego, spędzonego wspólnie wieczora – tarzanie się po podłodze [tu pojawiła się jednak nowość - lanie wodą z garnka, po którym to Apsiczek tradycyjnie wyjebał się na podłogę i po kilku minutach leżenia bez ruchu się jednak wytarzał], mongolski balet, przebieranki, pesto ugotowane po pijaku [bo gastro było straszne], ryjące beret filmy i rozmowy o penisach o godzinie drugiej w nocy. no i dużo lodu, szczególnie w spodniach, heheheh.

tradycyjnie powinnam skończyć to wszystko stwierdzeniem I want more. no oczywiście, oczywiście! ale w sumie niedługo jedziemy na działeczkę. ^^

kate

p.s. nie jestem w stanie teraz przypomnieć sobie żadnego dialogu z tego weekendu. może reszta będzie pamiętała? :x

  • RSS